„Spowiednik Papieża” opowiada…

 

Papież Franciszek przy różnych okazjach wspominał o pewnym spowiedniku z Buenos Aires, którego słowa i postawa wywarły na nim olbrzymie wrażenie. Wskazywał go jako wzór do naśladowania, mówił, że jest osobą, która sercem przeniknęła głębiny Bożego miłosierdzia. Kim jest ten spowiednik?

Papież w kolejnych kazaniach dawał coraz więcej wskazówek, pozwalających po części określić jego tożsamość. W maju 2016 roku Andrea Tornielli i Alver Metalli polecieli do Argentyny odszukać „spowiednika Papieża”. Wiedzieli już, że to brat kapucyn posługujący w sanktuarium Matki Boskiej Pompejańskiej. Nagrany wywiad stał się podstawą znamienitej książki o miłosierdziu, spowiedzi, przebaczeniu, o życiu… Sam Papież Franciszek napisał do niej przedmowę.

 

Prezentujemy wstęp do książki „Nie lękajcie się przebaczać”, przygotowywanej przez Wydawnictwo Serafin.

Opowiadałem już wielokrotnie i przy różnych okazjach, jaką odpowiedź dał mi ojciec Luis Dri, kiedy zapytałem go, będąc arcybiskupem Buenos Aires, co robi po wyjściu z konfesjonału, w którym spędził wiele godzin w ciągu dnia i odczuwa skrupuły, że rozgrzeszył zbyt wiele. Opowiedział mi, że ma zwyczaj udawać się przed tabernakulum, przed Najświętszy Sakrament, aby samemu prosić o przebaczenie, że zbyt wiele przebaczył, na koniec zaś swej modlitwy zwraca się do Jezusa słowami: „Przecież to Ty sam dałeś mi zły przykład”. Coś podobnego mówił również święty Leopold Mandić, wielki kapucyński spowiednik, do którego nieprzypadkowo ojciec Dri miał od zawsze wielkie nabożeństwo. Bardzo mnie poruszyły te słowa, dlatego też nie przestaję ich powtarzać. Ukazują nam one jakże bardzo dzisiaj potrzebną postawę.

Syn marnotrawny
Penitent, który dziś przychodzi do kratek konfesjonału i staje przed miłosiernym objęciem Boga, trafia tu zapewne bardzo rozmaitymi drogami. Może to być wierny, który regularnie przystępuje do sakramentu pokuty lub ktoś, kto przychodzi z ważnych powodów. Czasami czyni to przy okazji przypadkowego wstąpienia do kościoła – choć w zamysłach Bożych nic nie dzieje się z przypadku. Może się to też wydarzyć ze względu na zakończenie jakiegoś trudnego i ważnego etapu życia. Jakikolwiek by nie był motyw, dla którego kobieta, mężczyzna, nastolatek czy osoba starsza przychodzą do konfesjonału, należy uczynić wszystko, aby odczuli miłosierne przytulenie naszego Boga. Boga, który idzie przed nami, czeka na nas i nas przygarnia. Tak, jak to było z synem marnotrawnym, który wraca do domu po roztrwonieniu połowy majątku zażądanego od swojego ojca. Stoczył się na samo dno, lecz postanowił to zmienić i wrócić do domu. Miłosierny ojciec czekał, wpatrując się w horyzont. Oczekiwał go z otwartymi ramionami. Kiedy syn marnotrawny zaczął mówić i się oskarżać, ojciec nie pozwolił mu dokończyć, lecz przygarnął go jak syna i ponownie postawił przy bracie. Nie odesłał go do pracy ze sługami, ale przywrócił mu całkowicie synowską godność.

Za każdym razem, kiedy penitent klęka do kratek konfesjonału lub siada obok nas, kapłanów, aby doświadczyć przebaczenia – jakakolwiek nie byłaby jego historia i jakiekolwiek nie byłyby jego motywy i grzechy – my, księża, nie możemy zapominać o postawie, jaką miał ojciec syna marnotrawnego. W konfesjonale ojca Dri wisi reprodukcja obrazu Rembrandta ukazująca scenę powrotu syna marnotrawnego. Jest ona tak umieszczona, aby widział ją przychodzący penitent. Ojciec Luis przypomina nam pewien bardzo znaczący szczegół tego obrazu. Ręce ojca miłosiernego nie są do siebie podobne. Lewa jest ręką mężczyzny, a prawa ręką kobiety. Miłosierdzie (podobnie jak współczucie mające swój początek w trzewiach), które okazuje Jezus w różnych miejscach opisanych w Ewangelii, ma zarówno cechy ojcowskie, jak i matczyne. Miłosierdzie jest wielkim matczynym uczuciem Boga, które wzbudza się w obliczu kruchości stworzeń i z czułością je obejmuje. W swym aspekcie męskim natomiast objawia się ono w niezachwianej i pełnej mocy wierności Ojca, który nieustannie podtrzymuje, przebacza i prowadzi swe dzieci.

Miłosierny ojciec
Na obrazie ojciec miłosierny jest ślepy, tak jakby oczekiwanie na powrót syna sprawiło, że utracił zdolność widzenia. Dla ojca nie istnieje nic innego poza synem, który znajduje się w pobliżu, wyłania się z ciemności i staje się uczestnikiem ojcowskiego, pełnego napięcia, miłosnego uczucia. Ojcowska broda jest w nieładzie, zaniedbana, tak jakby codzienna troska o samego siebie zeszła na drugi plan w obliczu oczekiwania na syna.

„Czasami – opowiada ojciec Luis – kiedy u osób, które przychodzą się wyspowiadać, zauważam pewien niepokój i zahamowanie, bo przecież «tak bardzo nagrzeszyłem», kiedy widzę wątpliwość: «Czy Bóg mi przebaczy?», mówię im: «Patrz tam! Bóg cię kocha, Bóg jest przy tobie, Bóg przyszedł, aby dać przebaczenie, a nie potępić, zostawił niebo, aby być z nami aż do ostatnich dni. Jakże więc możemy obawiać się, że nam nie przebaczy?»”.

Bardzo wielkie wrażenie wywarł na mnie zwyczaj, który ojciec Luis stosuje w czasie wielu godzin spędzonych w konfesjonale, gdy tylko zbliży się do niego penitent. „Pierwszą moją czynnością – opowiada – jest ucałowanie jego dłoni. Chcę, aby czuł się przyjęty, niczym nieskrępowany, aby mógł się wypowiedzieć. […] Nieważne, czy są to dłonie czyste, tak jak ręce kogoś, kto tuż przed chwilą się mył, czy są to ręce pielgrzymów, którzy tu przybywają bez większej troski o siebie i często po ukończeniu jakiejś pracy”.

Tego, co poruszyła i czemu dała początek Boża łaska w wielu sercach kobiet i mężczyzn, którzy przystępują do sakramentu pojednania, nie możemy tłumić i wyciszać. Patrząc na Maryję, naszą Matkę, nie zapominajmy nigdy o tym, że jedyną siłą zdolną zdobywać ludzkie serca jest czułość i delikatność Boża. Tym, co oczarowuje i przyciąga, tym, co przekonuje i zwycięża, tym, co otwiera i rozwiązuje okowy, i wyzwala, nie jest siła stosowanych środków czy rygor prawa, lecz słabość Boskiej miłości – nieodparta siła Jego słodkości i nieodwracalna obietnica miłosierdzia. Przygarnięcie i doświadczenie Bożego miłosierdzia, które urzeczywistnia się w obecności kapłana, daje odczucie znalezienia się w matczynym łonie, we własnym domu. Jest to dom biedaków, grzeszników, sierot, którzy czują, że w końcu są kochani i komuś potrzebni.

Ojcowskie objęcie miłosiernego Ojca, współczujący wzrok Maryi, naszej Matki, dyspozycyjność kapłana, który sam doświadczał i doświadcza miłosierdzia jako balsamu na swoje rany, czyni z konfesjonału matczyne łono, a nie trybunał czy poradnię.

Dobry spowiednik
Być dobrym spowiednikiem to nie sprawa profesjonalizmu zawodowego. Abyśmy się stali dobrymi spowiednikami, musimy sami jako pierwsi uznać się za grzesznych i prosić o przebaczenie; musimy zostać umocnieni, przygarnięci, napełnieni miłosierdziem. Jako pierwsi pozwólmy, aby Jezus i Maryja spojrzeli na nas i przygarnęli pod swój płaszcz. Powinniśmy być zdolni opłakiwać grzechy nasze, a także winy tych, których spowiadamy. Kapłan, który to czyni, jest dobrym spowiednikiem, ponieważ przyjmuje postawę syna i za niego się uznaje. Aby być dobrym ojcem, najpierw trzeba być dobrym synem. Dlatego możemy mówić do naszego Ojca: „Twoje miłosierdzie dotknęło także i mnie, proszę, kochaj mnie jako jednego z najpokorniejszych synów Twojego Ludu, abym karmił Twoim chlebem głodnych, którzy łakną Ciebie, abym obejmował Twoim objęciem tych, którzy pukają do moich drzwi, niechaj będę narzędziem Twego nieskończonego miłosierdzia”.

Ojciec Luis Dri na jednej ze stron książki stwierdza: „Jeżeli ktoś już podszedł do konfesjonału, to dlaczego to uczynił? Przychodzi, ponieważ ma odczucie, że robi rzeczy, które nie są dobre, które nie idą tak jak trzeba. […] Jeżeli zaczyna zdawać sobie z tego sprawę, choćby to był nikły promyk w sumieniu, to znaczy, że chce wrócić na dobrą drogę. Ja jako spowiednik, posłaniec Bożego miłosierdzia, muszę pomóc mu się spotkać z Bożym miłosierdziem, dopomóc uzyskać przebaczenie nawet wtedy, kiedy penitent nie całkiem pojmuje, co się dzieje”. Bóg, aby dosięgnąć nas swoją łaską, wykorzystuje każdą okazję. Do nas należy umiejętność wykorzystania każdego danego nam pretekstu, by ofiarować przebaczenie.

Święty Leopold Mandić, którego ojciec Luis obrał sobie za wzór, powtarzał: „Boże miłosierdzie przerasta wszelkie nasze oczekiwania”. Słowa te wywarły wielkie wrażenie na ojcu Luisie, który jest współbratem świętego z zakonu kapucynów. Dostrzegł on w nich ideał, który chce realizować, wyznacznik swej  posługi w konfesjonale. „Pociągał mnie – pisał – ideał rozsiewania miłości, dobroci i miłosierdzia, i pragnąłem, aby on mnie w przyszłości prowadził. Święty Leopold był przekonany i mówił o tym, że Bóg woli «ułomność, która doprowadza do pokory, niż poprawność pełną dumy», która stwarza pozory nienaganności i powstrzymuje chęć nawrócenia”.

Jakże nie wspomnieć tu słów sługi Bożego, mojego poprzednika, Jana Pawła I, który podczas audiencji generalnej 6 września 1976 roku powiedział: „Bóg tak bardzo kocha pokorę, że czasami dopuszcza do ciężkich grzechów. Dlaczego? Dlatego, aby ci, którzy je popełnili, po nawróceniu pozostali pokornymi. Aby im nie wracała chęć czucia się już półświętymi, prawie aniołami, ze względu na świadomość tak wielkich braków i grzechów. Pan tak bardzo zalecał: bądźcie pokorni. Nawet gdy uczyniliście wielkie rzeczy, mówcie: jesteśmy sługami nieużytecznymi. Natomiast w nas jest tendencja przeciwna, chcemy być zauważeni i ważni. Pokora to cnota chrześcijańska, która dotyczy bezpośrednio każdego z nas”.

Zwyczajem Świętego Leopolda było zwracanie się do penitenta słowami: „Miej wiarę, zaufaj, nie lękaj się. Ja też jestem grzesznikiem, tak jak ty. Gdyby nie Boża ręka nad moją głową, to zapewne grzeszyłbym tak jak ty lub jeszcze więcej”. Na kilka dni przed śmiercią ten wielki święty powiedział: „Spowiadam od pięćdziesięciu lat i nie mam wyrzutów sumienia za wszystkie dane rozgrzeszenia. Ale z powodu trzech czy czterech razy, kiedy nie mogłem rozgrzeszyć, odczuwam ból. Może nie zrobiłem wszystkiego, co było możliwe, aby w penitencie wzbudzić dyspozycję do uzyskania rozgrzeszenia”.

Przebaczenie i miłosierdzie
Miejmy przed oczyma nie tylko te wzniosłe świadectwa świętych, ale także świadectwa wielu dobrych kapłanów i zakonników, którzy codziennie otwierają drzwi kościołów i spędzają godziny w konfesjonałach; którzy przygarniają, słuchają, pocieszają, unosząc rękę błogosławiącą i obdarzającą miłosierdziem i przebaczeniem poranioną ludzkość naszych czasów. Miejmy świadomość, że przebaczenie zbliża i pozwala rozpoznać w drugim kogoś bliskiego, otwierając drogę solidarności, która bez tego byłaby niemożliwa. „Tam, gdzie jest miłosierdzie – stwierdza ojciec Luis – tam jest możliwość przezwyciężenia egoizmu, zbytniego skoncentrowania na sobie, barier w dialogu, nietolerancji i przemocy. Jest to także początek aktywnego pojednania. Miłosierdzie pozwala zaakceptować, że to nie ja, lecz Drugi jest osią i początkiem ładu w świecie. Miłosierdzie ma swój początek w Bogu, który tworzy człowieka i mu je okazuje. Człowiek przez naśladowanie Bożego działania doświadcza także w życiu wspólnotowym Jego dobrodziejstw. W tym kontekście miłosierdzie ma również swój głęboki wymiar społeczny”.

Tak, jest to postawa, która ma konsekwencje w wymiarze społecznym. I jeżeli jest prawdą, że żyjemy w trudnych czasach, które wielokrotnie już określałem jako „wojnę światową w kawałkach”, i jeżeli prawdą jest, że żyjemy w czasach terroru i strachu spowodowanego zaślepioną przemocą pozbawioną jakiegokolwiek odruchu ludzkiego, to jest również prawdą, że pozytywnych przykładów dzięki Bogu nie brakuje. Każdy odruch przyjaźni, każda przekroczona bariera, każda wyciągnięta dłoń, każde pojednanie, nawet bez rozgłosu, ukierunkowane jest na oddziaływanie w społeczeństwie. Niechaj ono będzie dla naszych rodzin, dzielnic, w naszych miastach, w relacjach między naszymi narodami i państwami inspiracją. Nie zapominajmy nigdy o nawale zła i nienawiści, który jest jak rwący potok podczas powodzi. Nie może się on jednak przeciwstawić oceanowi Bożego miłosierdzia, który rozlewa się po całym świecie. Zanurzmy się w tym oceanie, pozwólmy, aby nas odrodził. Niech działa w nas Bóg, pozwólmy Mu na to. Prośmy Go, aby pomógł nam przezwyciężyć obojętność, niech nas uczyni zdolnymi do współczucia, dzielenia się, do solidarności, a także do łez, byśmy mogli pomóc tym, którzy cierpią na ciele i duchu; abyśmy byli narzędziami w rękach Pana i pomagali Mu w tworzeniu według Jego zamysłu świata bardziej ludzkiego i braterskiego.

Z całego serca życzę, aby książka o doświadczeniu i prostym życiu ojca Luisa była duchową pomocą dla czytających. Niechaj poruszy serca w dążeniu do miłosiernego uścisku Boga.

Papież Franciszek

 

Artykuł i zdjęcia za: glosojcapio.pl

Biuro Prasowe Kapucynów - Prowincja Krakowska